3. ZŁY WILK
Zły Wilk... SAD pełen radości po rozpaleniu Gwiazdy Polarnej postanowił wrócić do domu nieco okrężną drogą. Słowik już odleciał z powrotem do Zielonego Parku, a niedźwiadek został sam. Lecz zamiast trzymać się stałej trasy powrotu, ześlizgnął się z Góry Ton w innym kierunku. W kierunku Szarych Wierchów. Dlaczego tam poszedł? Co go podkusiło by wydłużać drogę? Przecież mógł podejrzewać, że przy Wielkim Murze, czeka na niego MOS. Pomyślał jednak, że brat zauważywszy rozpalenie Gwiazdy Polarnej, z pewnością wrócił już sam do domu, do Arktyki. Albowiem, gdy Gwiazda Polarna zapala się świeżym blaskiem, siła Strefy Ciszy Słabnie i dźwięk rozchodzi się w niej normalnie, tak jak w pozostałych krainach. Jest bezpiecznie. Nasz główny bohater, po zejściu ze zbocza Góry Ton, szybko uporał się z cieśniną pomiędzy górą a Szarymi Wierchami. Taka krótka kąpiel to była dla misia przyjemność. Następnie ruszył z plaży w stronę wierchów. Wspinał się szybko po kamienisto-trawiastym zboczu. Cieszył się letnią pogodą i rozpaleniem gwiazdy. Szedł beztrosko. Szare Wierchy nie były jednak beztroskim miejscem. Zamieszkałe były przez liczne niebezpieczne stworzenia. ...a nad całą krainą pieczę trzymał ZAZ... Choć dzień zaczął się pogodnie to nad Szarymi Wierchami pojawiły się chmury. Zaczął padać deszcz, wręcz ulewny. SAD pomyślał o tym by poszukać schronienia. Wśród pasma wzniesień nie brakowało jaskiń, ale w tą pogodę ciężko było misiowi odnaleźć choć jedną. Był właśnie na szczycie jednego z wierchów, gdy mimo deszczu, dojrzał u podnóża sąsiedniej góry wejście do pieczary. Cały przemoczony, udał się w jej kierunku. Po chwili był już przy grocie. Wszedł do środka. W jaskini panował niemalże mrok. Nieliczne promienie wpadały przez otwór w skale. Gęste, burzowe chmury, wznoszące się nad Szarymi Wierchami, sprawiły, że niemalże zapadł mrok. Niedźwiadki jednak mają dar widzenia w trudnych warunkach. SAD zaczął się kierować w głąb pieczary. Jaskinia prowadziła w dół, coraz niżej i niżej, do wnętrza góry. Miś schodził powoli, a jego pewne łapy trzymały dzielnie przyczepność na mokrym, od spływającego strumieniem deszczu, dnie jaskini. Niedźwiadek schodził głębiej i głębiej, po swoistych kamiennych schodach, uformowanych z leżących w grocie kamieni. Gdy był już na samym dole, zobaczył jaskiniowe jezioro, oświetlone światłem z otworu w suficie. Choć na zewnątrz panował niemalże mrok to otwór był tak wysoko w szczycie góry, że chmury zwyczajnie były pod nim. SAD podszedł do jeziora i zaczerpnął krystalicznie czystej wody. Podniósł głowę ponad taflę i wtedy zobaczył, iż na przeciwnym brzegu jeziora stoi ZAZ. ZAZowi błyszczały się ślepia. Był to wielki wilk, postrach Szarych Wierchów. Swą siłą możnaby go porównać jedynie do niedźwiedzia. Miał ogromne ciemne łapy, zakończone ostrymi pazurami i masywny tułów. Jego pysk wypełniony był ostrymi jak brzytwa kłami, kruszącymi z łatwością kości zdobyczy. Tradycyjnie, gdy zaczynało się lato, wilk ten przemierzał górskie szczyty Szarych Wierchów polując. Pogoda jednak zmusiła go do skrycia się w jaskini. SAD i ZAZ stali teraz na przeciwko siebie patrząc sobie w ślepia. Biały niedźwiedź i gigantyczny czarny wilk. Zaraz dojdzie do starcia. Zwierzaki patrzyły się dłuższą chwilę, by po tej chwili rzucić się w swoim kierunku. ZAZ pokazał swe kły, a SAD ostre pazury. Płynęli w swoją stronę. Rzucili się na siebie. Początkowo miś miał przewagę. Przytopił ZAZa. Kilka sekund później on był pod wodą. Na tafli jeziora pojawiły się fale, spowodowane burzliwą walką. Pytanie tylko: Czemu Leśny Duszek nie przysyła odsieczy SADowi?

To dlatego, że te dwa zwierzaki znają się doskonale. W obliczu tragedii jaka dotknęła ZAZa, a więc utraty matki, wilczycy, niedźwiedzica - matka SADa - przygarnęła wilczątko pozostawione na pastwę losu.
Udawana walka tych dwóch przyrodnich braci była ich rytuałem na przywitanie. Już od dzieciństwa tak się bawili.
Czas jednak musiał podzielić losy tej dwójki. Lody Arktyki to zbyt zimne miejsce dla wilka, by zostać tam na stałe.
Gdy tylko podrósł, a zrobił to szybko karmiony niedźwiedzim mlekiem, oddalił się w kierunku Szarych Wierchów, by tam dorosnąć w pełni.
...a następnie sprawować pieczę nad tym terenem...
Po walecznym przywitaniu dwa zwierzaki położyły się na brzegu, by osuszyć swe futra.
SAD i ZAZ byli sobie nie mniej bliscy niż niedźwiadek ze swoim rodzonym bratem.
Deszcz zaczynał ustawać. Pora była by wyłonić się z jaskini.
Tiu! Tiu tiu! Tiu tiu tiu! - zabrzmiał wesoło Słowik u wyjścia z groty.
Wilk nie zwrócił nawet uwagi na ptaszka, w przeciwieństwie do misia. Niedźwiadek wiedział, że pojawienie się Słowika niemalże zawsze zwiastowało przygodę.
Miś trącił nosem wilka i wskazał mu skrzydlatego przyjaciela. ZAZ zrozumiał od razu, był bystry. Ptaszek pomachał skrzydłami i przeleciał na gałąź drzewa.
Tiu! Tiu tiu! Tiu tiu tiu! - zaśpiewał.
...a następnie wykonał kilka ruchów piór i znalazł się na kolejnym drzewie...
Niedźwiadek i wilk ruszyli za Słowikiem, który raz za razem przeskakiwał z drzewa na drzewo.
Metr za metrem przemierzali Szare Wierchy.
...a droga, którą prowadził ich ptaszek prowadziła wprost do Regionu Mostów...
Ostatnie wzgórze i dotarli do granicy Szarych Wierchów, tutaj kończyła się władza ZAZa.
Jak sama nazwa wskazuje, Region Mostów usiany jest licznymi mostami. Jedne zbudowane do przekroczenia strumyków, inne rzeczek, a te największe do przekroczenia Rzeki Vol.
Rzeka Vol to główna rzeka krainy, która swoje źródło ma u podnóży Szarych Wierchów. Płynie ona przez całą długość Regionu, by ostatecznie znaleźć swe ujście do oceanu.
Bohaterowie wkroczyli na teren krainy, a pewien niecodzienny widok ich zaniepokoił. Mianowicie, już przy pierwszym napotkanym strumyku brak było jakiegolwiek mostu. Jedynie resztki, służących do konstrukcji, bali walały się tu i ówdzie.
SAD podejrzewał, iż to właśnie jest przyczyna tego, że ptaszek przyprowadził ich w tym kierunku. W Regionie Mostów dzieje się coś niedobrego.
Czyżby jakaś zła, niszczycielska siła opanowała tę krainę?
Ruszyli dalej.
Przemierzali krainę i raz za razem mijali nowe rzeczki, jednak na żadnej nie widniał ani jeden most. Dlatego każdą z rzek musieli pokonywać wpław. Oczywiście Słowik miał nieco łatwiej, gdyż po prostu przelatywał swobodnie nad wodą.
Zarówno niedźwiadek, jak i wilk, czuli coraz wyraźniej, że w powietrzu unosi się zła moc.
Miś wyczuwał to swym niezawodnym nosem, a wilk, dzięki wspaniałemu słuchowi, słyszał złowrogie pohukiwanie.
Powoli dochodzili do głównej rzeki, Rzeki Vol. Ku ich zdziwieniu zobaczyli z daleka, że na rzece wciąż stoi Wielki Most, czyli największa, monumentalna budowla Regionu Mostów.
Jeszcze kilka kroków i będą nad wodą. Parę susów i pierwszy raz przeprawią się na drugi brzeg nie mocząc łap.
Stanęli nad rzeką i już mieli wkraczać na most, gdy niebo przesłoniły czarne chmury. Chmury tak ciemne, że światło praktycznie nie przebijało się przez nie.
Miś poczuł swym nosem zapach drewna. Wilk za to, dzięki swym uszom, z daleka usłyszał zbliżający się łomot.
Coraz mocniejszy zapach, coraz mocniejszy łomot. Coś wielkiego zbliżało się do mostu z drugiej strony rzeki.
...i najwyraźniej nie miało dobrych zamiarów wobec trójki bohaterów...
Futro wilka najeżyło się.
Czekali. Coraz większy huk i coraz mocniejszy zapach. Jeszcze chwila i coś wynurzy się z ciemności po drugiej stronie wody.
Niebo jeszcze bardziej pociemniało, choć było już ciemne jak smoła.
Dźwięk ciężkich kroków był tuż tuż.
...i nagle...
Huk !
Po drugiej stronie mostu stanął wielki, drewniany, obrośnięty krzakami trol.
Leśny stwór nie zamierzał przepuszczać żadnego z bohaterów.
Jego oczy żarzyły się zielonym światłem.
Już wkrótce miało dojść do starcia.
Wtem Słowik zawirował w powietrzu. Rozległ się lekki trzask. Błysnęło światło.
...a w powietrzu unosił się już nie mały ptaszek, lecz majestatyczny, Czarny Smok...
Ani miś, ani wilk, ani nawet Czarny Smok nie chcieli tej walki. Czekali na pierwszy ruch trola, w nadziei, że jednak się oddali.
Nagle stwór ruszył do ataku, wymachując obrośniętymi przez krzaki pięściami.
Miś odskoczył szybko, to samo zrobił wilk.
Smok, nie wiedzieć czemu, nie atakował.
Wisiał w powietrzu i czekał.
...bo choć z jego nozdrzy raz po raz buchał świeży ogień, nie chciał go wykorzystywać przeciw żywemu stworzeniu...
Tym bardziej zbudowanemu z drewna.
Trol nie przestawał atakować. Tym razem przybrał inną metodę. Postanowił zdeptać czworonożnych bohaterów.
Kilka razy podnosił swe wielkie odnóża i mocnym uderzeniem próbował zgnieść wilka.
Nie na darmo jednak nosi się przydomek Władcy Szarych Wierchów. ZAZ z łatwością unikał depnięć stwora.
Widząc, iż wilka nie uda się zgnieść, trol zwrócił się w kierunku misia. Już pierwszym kopnięciem trafił naszego bohatera w szczękę. Miś stoczył się z mostu na brzeg, prosto w przydrożną kępkę czerwcowych konwalii.
SAD swoim masywnym ciałem przygniótł piękny dorodny, dzwoneczkowaty kwiat.
Gdy tylko to zobaczył, zrobiło mu się smutno, gdyż zawsze dbał o rośliny świata, w którym żył. Nigdy celowo nie niszczył żadnych drzew, krzewów ani kwiatów.
Widząc przewrócony kwiat miś odstąpił od walki i w pośpiechu zaczął, używając swych łap, stawiać konwalię do pionu.
Wprawiło to w osłupienie leśnego trola, który właśnie w imię dobra lasu, walczył z trójką przyjaciół.
Stwór co prawda niszczył wszystkie napotkane na swej drodze mosty, ale tylko dlatego, iż zbudowane one były z drewna.
Drewna, które pochodziło z niewinnych drzew.
Chmury nad mostem rozproszyły się, a oczy leśnego trola zrobiły się łagodne.
Zrozumiał on bowiem, że cała ta trójka, stojąca na przeciwko, dba o las tak jak on sam.
Złagodniał.
Ukłonił się delikatnie w kierunku misia, wciąż próbującego postawić kwiat do pionu.
Obrócił się na pięcie i cichym krokiem, o ile to możliwe w przypadku gigantycznego trola, oddalił się w stronę lasu.
Trzask! Błysk!
Czarny Smok zmienił się w Słowika.
Radośnie zatrzepotał skrzydłami.
Tiu! Tiu tiu! Tiu tiu tiu! - zaśpiewał.
...i odleciał w stronę wskazującą na to, iż kieruje się do Zielonego Parku...
Dwaj bracia, a w zasadzie przyrodni bracia, przekroczyli monumentalny Wielki Most na Rzece Vol i szli ścieżką w stronę cieśniny pomiędzy Regionem Mostów, a Wyspą Lęków. ZAZ w duchu śmiał się z SADa i sytuacji na moście. Dla niedźwiadka ważniejsze od walki z trolem było poprawienie naruszonego kwiatu.
"Ach ten miś! Radosny miś!" - pomyślał wilk, mimo wszystko dumny ze swego brata.
Podróż do cieśniny trwała. Brzeg oceanu ukazał się w oddali.
...a nasza dwójka już wiedziała, że wkrótce będzie musiała się rozstać...
SAD wyruszy w stronę Arktyki, mierząc się z drogą przez Wyspę Lęków.
ZAZ natomiast powróci do Szarych Wierchów, by strzec i zarządzać regionem.
Już byli na brzegu. Cieszyli się z przebytej przygody.
...i oczywiście ze spotkania...
Wilk nie lubił pożegnań z misiem. Nie chciał się żegnać, ale natura ma swoje prawa.
Gdy miś nie patrzył, ZAZ podniósł łapę na niego. Trzasnął go zaczepnie w futrzasty pyszczek.
Miś obrócił się szybko, myśląc, że jest to zachęta do kolejnej symulowanej walki.
Obrócił się lecz jedyne co zobaczył to znikający w zaroślach ogon swego brata.
Wilk nie lubił pożegnań.

-----
PsychoPająk